Gdy czytam dziś Ewangelię to aż mi się smutno robi, bo ci, którzy byli bliscy Jezusowi którzy znali Go, jak był dzieckiem, chłopcem, młodzieńcem nie uwierzyli Mu, a może zazdrościli: „Skąd On to ma? „. Przecież to swojak? Czy to możliwe, by to był syn cieśli? Jezus sam dziwił się ich niedowiarstwu. Jakże to musiało boleć? Jakże obojętność może być straszna. Jak podejrzliwość i patrzenie przez pryzmat swojego podwórka może być często krótkowzroczne. Skąd my to znamy? Przecież od 2000 lat niewiele się zmieniło.

Gdybyśmy ze łzami szukali tej wiary, która kiedyś w nas była przy pierwszej komunii świętej. Gdybyśmy ze łzami szukali nieraz może samych siebie, by stać się lepszym ojcem, matką, synem czy córką. To łatwiej byłoby przejść nawet przez burze życia. To łatwiej byłoby znieść ból, cierpienie, niedostatek. Gdybyśmy słuchali…  „jak ubrać w słowa ból, który krzyczy jak krzyczeć gdy krzyk jest niemy jak słuchać kiedy nic nie słychać, a życie toczy sie wśród ludzi – kamieni”

Nie zmarnuj chwili życia. Nie czyń ze swego serca kamienia. Nie zaniedbuj swojej wiary, bo ona ma żyć, kwitnąć, rozwijać się w tobie. I ze łzami szukaj aż znajdziesz, zwykłą, prostą, wiarę dziecięcą.

Wasz Proboszcz O. Andrzej Mikołajczyk O.Carm

14 niedziela zwykła – rok B 8.07.2018

01_Chyżne

Ostatnio napisane